W samym centrum jaskini biała matka Amare leżała i dyskutowała z brązowym ojcem wilczycy.
- Ona jest jakaś inna. Co o tym myślisz, Ryan?- zaczęła rozmowę.
- Nie. Masz zwidy. Nie zamartwiaj się Alysso.- uśmiechnął się, dość krzywo... niepewnie.
Wilczyca chwile milczała. Po chwili dodała:
A: Lepiej dmuchać na zimno. Jest inna, a co jeżeli przeniesie nam nieszczęście?
R: No cóż... Myślę, że twoje poglądy biorą się przez ten naszyjnik, który Amare nosi na sobie.
A: Karzmy jej to zdjąć....ah.. racja, przecież nie pozwoli.... a więc... musimy ją wygnać.
R: Zgadzam się. - szybko odpowiedział, bo wiedział, że z żoną nie ma co protestować.
- AMARE!- krzyknęła Alyssa.
Malutka Amare nie wiedziała co znowu przeskrobała. Ostatnio nie była niegrzeczna ani nic nie narozrabiała, więc czego mogą czepiać się rodzice? W ostatecznej rozmowie Alyssa powiedziała najgorszymi słowami co myśli Amare. W oczkach wilczycy mieniły się łzy, a na końcu matka wadery wygnała ją jeszcze gorszymi słowami niż poprzednio. OH! Biedna Amare! Za co los pokrzywdził ją tak bardzo? Za to, że miała własne uczucia, wolę i była inna?! Podzieliła los wszystkich "innych" osób. Została bezszczelnie odtrącona, zdana jedynie na siebie. Odchodziła spoglądając na dawną jaskinię, śmiejące się rodzeństwo i rodziców. Bawili się dobrze, a tymczasem osobnik z ich rodziny musiał maszerować w deszczu, płacząc, lecz nie użalając się nad sobą. Przeciwności losu wiały w biedną waderkę jak najmocniej. Ona cierpiała, ale nikt tego nie zauważył. Potraktowano ją źle. Winowajcy tego czynu nie mieli sobie tego na sumieniu, a wręcz cieszyli się. Teanrii wyszła z talizmanu i spojrzała z współczuciem na posiadaczkę medalionu. Postanowiła bronić tej małej istotki za wszelką cenę.
sobota, 9 lutego 2013
Początki Amare. Znalezienie talizmanu.
Amare to wilczyca z błękitnymi niczym ocean oczkami. Bardzo podobna do Teanrii. Jedna z wielu marzycielek. Urodziła się w ubogiej jaskini, ale z widokiem na obfite lasy, łąki, a także jeziora. Jej rodzeństwo było bardzo do siebie podobne tylko ona się wyróżniała. Rodzice nie opiekowali się nią zbytnio. Wilczycy to nie przeszkadzało. Często przechadzała się po terenach. Nieraz z nudów rozkopywała gródki starej ziemi. Podczas pewnej takiej zabawy rzecz, która ujrzała promienie słońca świeciła pięknie niczym tysiąc świetlików podczas zimnej, ciemnej nocy. Amare szybko zauważyła, że jest to coś w stylu medalionika z pięknym kryształem.Wilczyca zaczęła je przecierać by talizman stał się w pełni czysty. Był to błędny czyn, ponieważ złoto odbiło ciepło słońca wprost na trawę, a ta zaczęła płonąć. Amare swym małym, czarnym noskiem wyczuła jakiś nieprzyjemny zapach. Długo zastanawiała się co to aż zauważyła wielkie języki ognia. Mała waderka uciekała ile sił w małych, niezbyt silnych łapkach. Trzeba było uciekać przed siebie, bo żywioł deptał po piętach i prawie otoczył Amare. Można sobie tylko wyobrazić w jakich tarapatach była nasza bohaterka. Czy to już jej koniec? Pewnie niektórzy z was tak myśleli, ale nasza Teanrii wreszcie zbudziła się ze snu w medalionie. Wykorzystała jedną ze swoich mocy i już po chwili cały ogień znikł. Amare przetarła oczka. Spojrzała raz w prawo, raz w lewo. Zdumiona była tym co zobaczyła! Trawa miała swój dawny kolor, a ogień znikł i nie pozostawił zniszczeń. W łapce nadal trzymała medalion, który rozbłysnął wszystkimi odcieniami czerwieni, zieleni oraz błękitu. Po chwili kryształ znów stał się przezroczysty. Waderka przejrzała mu się dokładnie z każdej strony, ale teraz wyglądał normalnie.
- Dziwne... miałam zwidy czy jak? - powiedziała i popatrzała wkoło.
Poszła do rodzinnej jaskini. Przespała się z dala od rodzeństwa. Gdy bawiła się u progu nawet nie przeczuwała jakie opinie mają o niej rodzice.
- Dziwne... miałam zwidy czy jak? - powiedziała i popatrzała wkoło.
Poszła do rodzinnej jaskini. Przespała się z dala od rodzeństwa. Gdy bawiła się u progu nawet nie przeczuwała jakie opinie mają o niej rodzice.
piątek, 8 lutego 2013
Talizman
Zbroja połyskiwała w świetle księżyca. Pod osłoną nocy szłam piechotą do miejsca gdzie pragnęłam stoczyć ostatnią bitwę. Świt zbliżał się powoli, lecz stanowczo. Pierwsze promienie słońca ożywiły zaspany świat roślin i zwierząt. W moim sercu narastała coraz większa nienawiść do armii Sterles, która wypowiedziała nam tą okrutną wojnę. Co jakiś czas płakałam w duszy za Ksanderem i spoglądałam na złotą bransoletkę, którą nosiłam na prawej, przedniej łapie. Gdy dotarłam do miejsca walki tęczówki i źrenice zmniejszyły mi się ogromnie. Zobaczyłam tylko kilka rannych wilków z mojego oddziału, a ogromne ilości wrogów. Gdzieniegdzie leżały ciała poległych. Zaczęłam wypowiadać zaklęcia. Po 3 godzinach zawziętej walki na polu wojny zostałam tylko ja i kilku wrogów.Otoczyli mnie.
- O Teanrii! Czy masz jeszcze tyle sił by wygrać jak myślisz? - kpił ze mnie alfa Szirmin, a ja głupia nie przeczuwająca podstępu.
- Dałabym radę pokonać jeszcze setkę wilków. - powiedziałam dumnie.
Szczerze wezwałam posiłki, które nie przychodziły. Nagle Szirmin wyjął jakiś medalion.
- Tu kiedyś była zamknięta dusza mojego ojca. Ty ją tam wsadziłaś. Ja ją uwolniłem, a teraz stanie się zadośćuczynienie.- uśmiechnął się wrednie i skierował medalion na mnie.
Talizman zaczął wciągać moją duszę do siebie. Po chwili znajdowałam się w nim, a moje ciało leżało na ziemi zimne, jakby martwe. Chwilę później przybyły posiłki, a z nimi także moi rodzice. Wygraliśmy. Później odbył się mój pogrzeb, a medalion zakopano w ziemi. Mogłam wychodzić z niego i się oddalać, ale nikt mnie nie widział. Strasznie było patrzeć jak rodzice zalewali się łzami razem z innymi wilkami.
Wy mnie ujrzycie, ale wiedzcie, że jestem obok was. Wygrałam nie przegrałam. Chodź jeden żal w moim sercu się znajduje. Choćbyście ujrzeli wilcze niebo mnie tam nie będzie. Jestem zdana na bezkresną tułaczkę ,na zawsze. Tęsknię za wami i płaczę czy kiedyś prawdziwe zaświaty zobaczę?
- O Teanrii! Czy masz jeszcze tyle sił by wygrać jak myślisz? - kpił ze mnie alfa Szirmin, a ja głupia nie przeczuwająca podstępu.
- Dałabym radę pokonać jeszcze setkę wilków. - powiedziałam dumnie.
Szczerze wezwałam posiłki, które nie przychodziły. Nagle Szirmin wyjął jakiś medalion.
- Tu kiedyś była zamknięta dusza mojego ojca. Ty ją tam wsadziłaś. Ja ją uwolniłem, a teraz stanie się zadośćuczynienie.- uśmiechnął się wrednie i skierował medalion na mnie.
Talizman zaczął wciągać moją duszę do siebie. Po chwili znajdowałam się w nim, a moje ciało leżało na ziemi zimne, jakby martwe. Chwilę później przybyły posiłki, a z nimi także moi rodzice. Wygraliśmy. Później odbył się mój pogrzeb, a medalion zakopano w ziemi. Mogłam wychodzić z niego i się oddalać, ale nikt mnie nie widział. Strasznie było patrzeć jak rodzice zalewali się łzami razem z innymi wilkami.
Wy mnie ujrzycie, ale wiedzcie, że jestem obok was. Wygrałam nie przegrałam. Chodź jeden żal w moim sercu się znajduje. Choćbyście ujrzeli wilcze niebo mnie tam nie będzie. Jestem zdana na bezkresną tułaczkę ,na zawsze. Tęsknię za wami i płaczę czy kiedyś prawdziwe zaświaty zobaczę?
czwartek, 7 lutego 2013
Wojna
Kilka miesięcy po wygrywaniu bitew nadszedł czas na wojnę. Nasze wojska były wyczerpane. Oh, dlaczego życie zawsze robi nam na opak? Ksander musiał wyruszyć ze swoim niegdyś dużym oddziałem na wielką bitwę. Pamiętam to wydarzenie jakby odgrywało się codziennie, o każdej godzinie.
- Już nadszedł czas. Musimy wyruszać. Uważaj na siebie. -uśmiechnął się.
- Na... na.. na.. naprawdę musisz? - w moich oczach mieniły się łzy.
- Tak kochanie. Nie martw się. Na pewno wrócę. - uściskał mnie po czym pocałował.
Zostawił mi na pamiątkę piękną, złotą bransoletkę. Czekałam na niego z niecierpliwością. Dni i noce mijały w nadziei, niepewności i w łzach. Nadeszła przykra wiadomość. Pamiętam jej treść.
______________________________________________
Podbite Tereny Esletri, 2 dzień jesieni
Droga Alfo!
Z przykrością ogłaszam, że większość wojsk poległa. Ksander zginął. Nie rozpaczaj. Niektórzy wojownicy mogą niedługo przybyć na nasze tereny.
Pozdrawiam, Estender- zastępca dowódcy armii
____________________________________________________
Krótki list, a w nim tyle nieszczęścia. Nadzieje poległy jak oddziały na bitwie.
Załamałam się całkowicie. Mówiłeś, że wrócisz! Skłamałeś! W żywe oczy mi kłamałeś! Zrobiłeś to przed czym cię powstrzymywałam, teraz w mym sercu gnieździ się przeogromna rana. W dzień pożegnania ostatni raz widziałam cię. Nie wstyd ci, że zostawiłeś na świecie samą, zrozpaczoną mnie?
Niemądrze, w porywie gniewu wysłałam wszystkie ocalałe oddziały na ostateczną walkę. Sama założyłam zbroję i ruszyłam w podróż.
Za wolność! Za Esletrie!
- Już nadszedł czas. Musimy wyruszać. Uważaj na siebie. -uśmiechnął się.
- Na... na.. na.. naprawdę musisz? - w moich oczach mieniły się łzy.
- Tak kochanie. Nie martw się. Na pewno wrócę. - uściskał mnie po czym pocałował.
Zostawił mi na pamiątkę piękną, złotą bransoletkę. Czekałam na niego z niecierpliwością. Dni i noce mijały w nadziei, niepewności i w łzach. Nadeszła przykra wiadomość. Pamiętam jej treść.
______________________________________________
Podbite Tereny Esletri, 2 dzień jesieni
Droga Alfo!
Z przykrością ogłaszam, że większość wojsk poległa. Ksander zginął. Nie rozpaczaj. Niektórzy wojownicy mogą niedługo przybyć na nasze tereny.
Pozdrawiam, Estender- zastępca dowódcy armii
____________________________________________________
Krótki list, a w nim tyle nieszczęścia. Nadzieje poległy jak oddziały na bitwie.
Załamałam się całkowicie. Mówiłeś, że wrócisz! Skłamałeś! W żywe oczy mi kłamałeś! Zrobiłeś to przed czym cię powstrzymywałam, teraz w mym sercu gnieździ się przeogromna rana. W dzień pożegnania ostatni raz widziałam cię. Nie wstyd ci, że zostawiłeś na świecie samą, zrozpaczoną mnie?
Niemądrze, w porywie gniewu wysłałam wszystkie ocalałe oddziały na ostateczną walkę. Sama założyłam zbroję i ruszyłam w podróż.
Za wolność! Za Esletrie!
Pierwsza i jedyna miłość
Władza... eh... jakie to piękne. Jesteś wyżej niż inne wilki. Możesz podejmować decyzję za całą watahę i prawie nikogo nie musisz pytać się o zdanie. Świętowanie nadal trwało. Został ostatni niewolnik dowódca armii Westernoing. Gdy kat już chciał przegryźć jego tchawicę on uśmiechnął się wrednie, odepchnął kata i rzucił się do ucieczki.
- To dlatego zwlekali, aby się jego pozbyć. Interesujące.- odezwał się jeden z wilków, który stał koło mnie.
Teraz świta, która mnie otaczała stała się ostrożniejsza, bo niewolnik, który uciekł mógł się na mnie zemścić, a za co? No, a za to że tyle dni spędził w lochach. Zwinny, szybki, nieustraszony basior o potężnej budowie ciała z białym futrem z niebieskimi znaczeniami. Nie omijając już jego błyskających na zielony kolor oczu.
Pogoń ruszyła za nim, a on przyspieszył bieg. Widocznie za wszelką cenę chciał się stąd wydostać, ale wojska zdążyły go powstrzymać. Nie był w najlepszych nastroju. Powiem, że odczuwałam do niego pewną sympatię. Kiedy położono go koło moich łap abym miała dokonać ostateczny wyrok powiedziałam wyraźnie i poważnie:
- Nie zabije go. Wyznaczcie mu jaskinie, napójcie i dajcie jedzenie. - mówiłam przeciągając- Tylko dajcie NAJLEPSZE, a nie najgorsze. - specjalnie podkreśliłam słowo najlepsze.
Moim zdaniem zasługiwał na życie i dobre warunki. Nie, dlatego że mi się podobał, ale za swój zapał do życia. Gdy było dość późno kazałam moim sługą przyprowadzić go przed moje oblicze. Przyszedł dość szybko. Najwyraźniej trochę się lękał. Przeszłam się z nim po terenach watahy. Czułam do niego coraz większe uczucie zwane miłością. On uśmiechał się za każdym razem kiedy coś mówił. Dni mijały.... Po upływie kilku byliśmy już parą. Większości to się niezbyt podobało. Kiedy basior, a mianowicie Ksander został przywódcą wojsk wszyscy uznawali go za wilka godnego podziwu i zmienili do niego nastawienie.
- To dlatego zwlekali, aby się jego pozbyć. Interesujące.- odezwał się jeden z wilków, który stał koło mnie.
Teraz świta, która mnie otaczała stała się ostrożniejsza, bo niewolnik, który uciekł mógł się na mnie zemścić, a za co? No, a za to że tyle dni spędził w lochach. Zwinny, szybki, nieustraszony basior o potężnej budowie ciała z białym futrem z niebieskimi znaczeniami. Nie omijając już jego błyskających na zielony kolor oczu.
Pogoń ruszyła za nim, a on przyspieszył bieg. Widocznie za wszelką cenę chciał się stąd wydostać, ale wojska zdążyły go powstrzymać. Nie był w najlepszych nastroju. Powiem, że odczuwałam do niego pewną sympatię. Kiedy położono go koło moich łap abym miała dokonać ostateczny wyrok powiedziałam wyraźnie i poważnie:
- Nie zabije go. Wyznaczcie mu jaskinie, napójcie i dajcie jedzenie. - mówiłam przeciągając- Tylko dajcie NAJLEPSZE, a nie najgorsze. - specjalnie podkreśliłam słowo najlepsze.
Moim zdaniem zasługiwał na życie i dobre warunki. Nie, dlatego że mi się podobał, ale za swój zapał do życia. Gdy było dość późno kazałam moim sługą przyprowadzić go przed moje oblicze. Przyszedł dość szybko. Najwyraźniej trochę się lękał. Przeszłam się z nim po terenach watahy. Czułam do niego coraz większe uczucie zwane miłością. On uśmiechał się za każdym razem kiedy coś mówił. Dni mijały.... Po upływie kilku byliśmy już parą. Większości to się niezbyt podobało. Kiedy basior, a mianowicie Ksander został przywódcą wojsk wszyscy uznawali go za wilka godnego podziwu i zmienili do niego nastawienie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)