Zbroja połyskiwała w świetle księżyca. Pod osłoną nocy szłam piechotą do miejsca gdzie pragnęłam stoczyć ostatnią bitwę. Świt zbliżał się powoli, lecz stanowczo. Pierwsze promienie słońca ożywiły zaspany świat roślin i zwierząt. W moim sercu narastała coraz większa nienawiść do armii Sterles, która wypowiedziała nam tą okrutną wojnę. Co jakiś czas płakałam w duszy za Ksanderem i spoglądałam na złotą bransoletkę, którą nosiłam na prawej, przedniej łapie. Gdy dotarłam do miejsca walki tęczówki i źrenice zmniejszyły mi się ogromnie. Zobaczyłam tylko kilka rannych wilków z mojego oddziału, a ogromne ilości wrogów. Gdzieniegdzie leżały ciała poległych. Zaczęłam wypowiadać zaklęcia. Po 3 godzinach zawziętej walki na polu wojny zostałam tylko ja i kilku wrogów.Otoczyli mnie.
- O Teanrii! Czy masz jeszcze tyle sił by wygrać jak myślisz? - kpił ze mnie alfa Szirmin, a ja głupia nie przeczuwająca podstępu.
- Dałabym radę pokonać jeszcze setkę wilków. - powiedziałam dumnie.
Szczerze wezwałam posiłki, które nie przychodziły. Nagle Szirmin wyjął jakiś medalion.
- Tu kiedyś była zamknięta dusza mojego ojca. Ty ją tam wsadziłaś. Ja ją uwolniłem, a teraz stanie się zadośćuczynienie.- uśmiechnął się wrednie i skierował medalion na mnie.
Talizman zaczął wciągać moją duszę do siebie. Po chwili znajdowałam się w nim, a moje ciało leżało na ziemi zimne, jakby martwe. Chwilę później przybyły posiłki, a z nimi także moi rodzice. Wygraliśmy. Później odbył się mój pogrzeb, a medalion zakopano w ziemi. Mogłam wychodzić z niego i się oddalać, ale nikt mnie nie widział. Strasznie było patrzeć jak rodzice zalewali się łzami razem z innymi wilkami.
Wy mnie ujrzycie, ale wiedzcie, że jestem obok was. Wygrałam nie przegrałam. Chodź jeden żal w moim sercu się znajduje. Choćbyście ujrzeli wilcze niebo mnie tam nie będzie. Jestem zdana na bezkresną tułaczkę ,na zawsze. Tęsknię za wami i płaczę czy kiedyś prawdziwe zaświaty zobaczę?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz